w początkowych założeniach chrzest miał być w Wielkanoc ale jakoś nie wydało :) w sumie to dobrze bo pogoda była kiepska...
więc stwierdziliśmy, że trzeba zbić w kupę dwie okazję i zrobić wszystko jednym bałaganem, początkowo myśleliśmy o lokalu ale po zliczeniu osób i przeliczeniu okazało się, że zbyt drogo by nas to kosztowało ok.3500zł, a że partner mój jest z zawodu kucharzem no to decyzja była szybka...musieliśmy wypożyczyć tylko porcelanę żeby nie było zbieraniny na stołach no i się zaczęło...
Igor na ile mógł na tyle starał się dzielnie znosić przygotowania co nie było dla niego łatwe dla mnie zresztą też zwłaszcza, że nie mogłam mu przez 3 dni poświęcić tyle uwagi ile potrzebował... ale ostatecznie daliśmy radę myślę, że było fajnie goście byli zadowoleni, najedzeni ;)
dużo by się chciało pisać, ale może zamiast tego zamieszczę teraz taką krótką relację foto
 |
| uśmiech małego wariatka ;) |
 |
| do połowy kazania był grzeczniutki potem już mu się znudziło a gdy nadeszła najważniejsza chwila zaczął płakać wyrywać się z rąk a ja czułam strużkę potu na plecach bo utrzymać wierzgające ponad 11kg na rękach nie jest łatwą sprawą ;) |
 |
| prawie cała rodzinka |
 |
| syneczek mamusi |
 |
| Dila z nami też świętowała |
 |
| prezenty - to wszystko dla mnie? |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję, że mnie odwiedziłaś/łeś ;)
i zostawiłaś/łeś ślad po sobie